Inżynier budownictwa (kierownik budowy) - zarobki, opinie i komentarze.

Zdajesz maturę z matematyki bo MUSISZ?  ==> Zobacz Ekspresowy Kurs Maturalny <==  i przygotuj sie do matury nawet w 7 dni!

Big_budownictwo

Kierownik budowy jest wykwalifikowanym specjalistą z zakresu budownictwa i nadzoru budowlanego, stąd też aby móc starać się o jego posadę, należy przede wszystkim ukończyć studia na kierunku budowniczym. Oferowane są one głównie na uczelniach politechnicznych. Po nich uzyskuje się tytuł magistra inżyniera. Przydatne będą także wszelkie kursy zarządzania zespołem pracowników. Osoba aplikująca na to stanowisko powinna mieć przede wszystkim ogromną wiedzę, a także doświadczenie zdobyte przez lata pracy na budowie na niższych stanowiskach. Poza tym musi umieć zarządzać zespołem, myśleć strategicznie, umieć pracować pod presją czasu i dostosowywać się do żądań swoich przełożonych. Należy też zdać specjalny egzamin dający uprawnienia budowlane.

Jak wygląda praca inżyniera budownictwa (kierownika budowy)?

Kierownik budowy to osoba, która może wykonywać swój zawód w biurze projektowym lub firmach budowlanych. Jest to nadzorca całego procesu powstawania budowli, w zależności od konkretnej specjalizacji, którą zajmuje się kierownik. Może być to na przykład osoba weryfikująca postępy na budowie, mająca uprawnienia rzeczoznawcy. Może wykonywać projekty do szczegółowej dokumentacji budowy w biurze projektowym. Najpopularniejszy jest zawód kierownika robót, który polega na czynnej weryfikacji postępów pracowniczych, rozdzielaniu zadań, kontrolowaniu bezpieczeństwa pracy na budowach.

najlepsze studia

Ścieżka kariery inżyniera budownictwa (kierownika budowy)

Mówi się, że według oficjalnych danych zarabia się w tym zawodzie między3-5 tysięcy złotych brutto. Rzecz jasna nie jest to kwota tożsama dla każdej ze specjalizacji, jakimi może zajmować się inżynier budownictwa. Poza tym jego zarobki są też uzależnione od firmy, w jakiej pracuje oraz konkretnej inwestycji, jaką nadzoruje. Jest to jednak bardzo dobrze opłacany zawód, dzięki któremu można śmiało piąć się po szczeblach kariery. Zaczyna się zazwyczaj od roli najmniej znaczącego pracownika budowy, które ledwo co ukończył odpowiednie studia, a można skończyć jako specjalista z zakresu inżynierii budownictwa, co daje już pewien prestiż i konkretne zarobki.

Ile zarabia inżynier budownictwa (kierownik budowy)?

Zarobki jak w każdej branży mogą się drastycznie różnić i często są zależne od miejsca w którym wykonuje się zawód. Możemy jednak przyjać, że osoba na stanowisku inżynier budownictwa (kierownik budowy) zarabia około 5700 zł miesięcznie.

Zobacz także: Poradnik: Jak wybrać studia i zarabiać duże pieniądze po studiach?

Podziel się z innymi


Powiązane kierunki studiów

Komentarze (36)

  • Avatar
    Ewa

    zero wypowiedzi? ludzie na tym stanowisku- wypowiedzcie się jak jest naprawdę w realu

    30 lipiec 2014 19:46
  • Avatar
    Damian

    Pisał to ktoś, kto nie ma wielkiego pojęcia o tym zawodzie. Po pierwsze nie ma stanowiska inżynier budownictwa (inżynierem budownictwa można zostać po skończeniu odpowiednich studiów) i nie jest to równoważne z byciem kierownikiem budowy. Stanowisko, które zapewne miał na myśli autor to inżynier budowy i zwykle jest on podwładnym kierownika budowy. Autor pomieszał wiele pojęć. Kierownik budowy jak sama nazwa wskazuje nie pracuje w biurze projektowym przy projektowaniu tylko na budowie i kieruje budową. Osoba pracująca w biurze projektowym zajmująca się projektowaniem to projektant. Można być jednocześnie projektantem i kierownikiem budowy jeśli posiada się uprawnienia budowlane do projektowe i wykonawcze. Skończenie studiów to w tym zawodzie to dopiero początek, ponieważ trzeba odbyć praktykę zawodową, prowadzić książkę praktyk. Praktyka projektowa trwała do tej pory 2 lata w biurze projektowym i rok na budowie. Po odbyciu praktyk, złożeniu książki praktyk w okręgowej izbie inżynierów budownictwa i pozytywnym przejściu weryfikacji praktyk zawodowym przystępuje się do egzaminu na uprawnienia budowlane. Egzamin kosztuje tyle co minimalna pensja krajowa w danym roku. Jest to nie łatwy i odpowiedzialny zawód bez względu czy pracuje się w wykonawstwie czy przy projektowaniu. Uprawnienia wykonawcze czy projektowe nie oznaczają bycia rzeczoznawca budowlanym. Rzeczoznawcą budowlanym może zostać osoba mająca uprawnienia budowlane ale jest to jeszcze dłuższy proces wymagający dużego doświadczenia i wiedzy. Jeśli chodzi o zarobki bywa to różnie, trzeba się liczyć z tym że po skończeniu studiów mało kto może liczyć na takie zarobki. Po uzyskaniu uprawnień też bywa różnie to zależy w jak dużej firmie się pracuje i w jak dużym mieście i od koniunktury na rynku.

    15 wrzesień 2014 19:58
  • Avatar
    Jurek

    Damian ma rację. Ale są jeszcze kierownicy robót poszczególnych branż. Np. kierownik robót branży elektrycznej i kierownik robót branży sanitarnej, którzy również muszą posiadać uprawnienia budowlane tak jak kierownik robót konstrukcyjno-budowlanych, który pełni jednocześcnie funkcję kierownika budowy.

    10 październik 2014 16:17
  • Avatar
    waldek

    Witam, uprawiałem ten zawód. Kilka lat pracy za grosze aby zdobyć doświadczenie. Następnie próba na swoim i tu niespodzianka, niestety przykra, klientów jak na lekarstwo. Założyłem biuro podróży we franczyzie tutaj coś więcej http://polskafranczyza.pl/ tzw franchising , jest tam forum franczyza. Teraz mam się całkiem nieźle, ale kilku zmarnowanych lat nikt mi nie odda

    29 listopad 2016 18:40
  • Avatar
    Tomek

    Najgorszy zawód! !!! Wiem pracuje od kilku lat. Pracujesz co najmniej 10 godzin do tego czasami soboty. Wychodzi ponad 200 godzin. Nie masz życia prywatnego. Zaczynasz o 7 kończysz o 17. Często w delegacji. Dochodzą dojazdy. Praca odpowiedzdalna i męcząca. 90 procent pracowników to pijacy. Zarobki nieźle około 4 tysięcy na rękę. Jednak przeliczajac na godziny słabo to wychodzi..... Ogólnie studia beznadzieja. Trudne i wymagające. Praca albo zapieprz na budowie w mrodzie i zimnie używając się z pijanemu albo czysta praca w biurze za 2 tysie Masakra..... Ludzie dobrze wam radzę nie pchajcie się w to. Niestety pisze to z własnego doświadczenia. Praca dla głupich ludzi dla których praca jest najważniejsza.

    21 grudzień 2016 16:05
  • Avatar
    Gggg

    Ogólnie tragedia zawód. Praca w brudzie mrozie i z pijakami. Niestety pisze to z doświadczenia.
    Ponad 200 godzin stres używanie się z ludźmi.

    21 grudzień 2016 18:12
  • Avatar
    Robert

    Tomek!
    Jesteś debilem i tyle w temacie, piszesz bzdury i nie masz pojęcia o budownictwie.
    Mam kilka budów i ciągle klientów, jestem inspektorem a na innych budowach kierownikiem - jeśli Jesteś kiepski to nic dziwnego że nie masz klientów;
    Nie pisz bzdur bo ludzie to czytają i się zrażają przez takich jak ty.

    22 kwiecień 2017 10:59
  • Avatar
    Bartłomiej

    Rober w takim razie ,
    1. jaką ścieżkę przeszedłeś aby aktualnie być w ty miejscu ?
    2.Jak kształtowały się twoje zarobki na każdym z etapów
    3. Na co najlepiej zwrócić uwagę podczas studiów

    22 kwiecień 2017 22:44
  • Avatar
    Rumcajs

    Witajcie,

    Jako że mam chwile czasu, postanowilem sklecic kilka słów i opisać swoją opinię na temat budownictwa. Jestem magistrem inżynierem i mam niecale 6 lat doświadczenia. Zacząłem karierę w PL, na szczescie długo ona nie trwała i pozniej kontynuowałem ją w UK. Oto moja opinia odpowiadająca na pytanie: "Czy warto iść na budownictwo".

    1.5 roku pracowałem w PL na autostradach dla nie byle jakiej firmy - Strabag. Na szczescie w pore sie kapnąłem, że ktos mnie dyma bez mydła. Poszedlem do swojego pracodawcy i jak mi powiedzial "500zl podwyzki", to powiedzialem: "Na budowę jezdze 6.5h i kimam do hotelach, a do Berlina mam 3.5h. W Berlinie zatrudnie sie w Lidlu i dostane 1500E do ręki przy koszcie życia w Berlinie podobnym do Wrocławia". Poszedlem na górę i wydrukowałem wypowiedzienie - to była najlepsza decyzja w moim życiu smile.gif Pozniej bylo pare kolejnych. Pozniej ostatnie ponad 4 lata w UK, głównie na kolei w dwoch najlepszych firmach w UK.

    [b]W kilku słowach o pracy w budownictwie w PL[/b] - 5 lat na prawdę przerypanych studiów, gdzie ty tyrasz jak wszyscy inni idą balować i Ty chodzisz na niekonczące się poprawki w wakacje, jak inni jadą nad morze. Po 5 latach przesranych studiów przez pierwsze 2-3 lata bedziesz zarabiał pieniadze niewiele wieksze od pensji w Lidlu i słuchał od każdego pracodawcy, że jak śmiesz pytać o wiecej jak nie masz uprawnień. Jak juz po 2-3 latach zrobisz uprawnienia, to dostaniesz 500zl-1000zl podwyżki i przez kolejne pare lat bedziesz słuchał, że uprawnienia może masz, ale świeże, wiec nie moga ci przeciez dac dużej budowy, bo świeżak jesteś.

    Oprócz tego jest to praca bardzo często 12h dziennie / 6 dni w tygodniu (bo trzeba sezon wykorzystać, a każdy inwestor chce mieć zbudowane szybko), w brudzie, syfie, hałasie, całe życie w delegacji (bo przecież nie będziesz budował autostrady przez 25 lat zaraz koło domu?) i co najgorsze pracujesz w wiekszosci z bandą debili, bo kto idzie na robotnika na budowe? Zazwyczaj ci, co im nigdzie indziej nie wyszlo. Kiedyś byli w budownictwie fachowcy, dzisiaj wiekszosc już wyjechała do Niemiec, Norwegii czy UK, a ty jako inżynier odpowiedzialny za jakość bedziesz sobie tylko włosy z głowy rwał i osiwiejesz w wieku 40 lat, bo każdy inny ma wszystko w d... kiedy wszystko jest Twoją odpowiedzialnością. Ja sam to przerabiałem w PL na szczescie nie na długo, bo w porę pokazałem środkowy palec, ale mam informacje z pierwszej ręki od znajomych, że nie wiele sie zmieniło, a dwóch znajomych już jest w UK i w budownictwie w PL nikt ich wiecej nie zobaczy.

    Moj kumpel inżynier, ktory niedawno przyjechał do UK, majac 5 lat doswiadczenia zarabiał w PL 4500zl netto za tyrę 12h/6dni, czyli jak to przeliczysz na stawkę godzinową, to lepiej wziac 1.5 etatu w Lidlu, na jedno wyjdzie kasowo, a nie masz stresu, odpowiedzialnosci, nie pada Ci na łeb i jeszcze pracujesz po drugiej stronie ulicy, a nie dojezdzasz 2h w jedna stronę codziennie, albo w ogole kimasz po hotelach na drugim końcu kraju.

    [b]Pare słów o pracy w budownictwie w UK[/b] - wyglada to o niebo lepiej niż w PL, ale nie zmienia to faktu, że to gówniania praca i są dzisiaj dużo lepsze scieżki kariery. Brytole przynajmniej są wyluzowani i nie gonią, wszystko na spokojnie, bez stesu i bardzo szanują się w pracy. Wiedzą, że to ciezka praca to i po co sobie jeszcze utrudniać srając na siebie? W PL tego niestety nie rozumieją. Zarobki również już zaczynają konkretniej wygladać, zakładasz firmę jednoosobową i robiąc jako prosty inżynier budowy zarobisz jakies 25.000-35.000zl miesiecznie. Na wyzszych pozycjach odpowiednio wiecej. Kozaki z 15 letnim doswiadczeniem robią w UK 500-800Funtów/dzien. Uprawnień w UK nie ma, wiec nie musisz sie o to martwić.

    [b]Czyli podsumowując[/b] - w UK zarobki i atmosfera w pracy to niebo, a ziemia w porownaniu do PL, ale jedno w budownictwie jest niezmienne na całym swiecie. To gówniana praca w brudzie, syfie, całe życie z dala od domu, wieloma godzinami w pracy i zerową opcją stabilizacji. Bo jak tu kupić mieszkanie, jak za rok-dwa skonczysz projekt i mozesz wylądować na drugim koncu kraju? Fajne przez pierwsze pare lat jak jestes świeżo po studiach, ale mocno problematyczne pozniej.

    [b]Teraz pojawia sie pytanie, co jak nie budownictwo?[/b] - Jesli nie przeszkadza Ci delegacja cale zycie, brud, syf i hałas, to idz w górnictwo, geologię, albo coś z odnawialnymi źródłami energii i porządny angielski. Tak samo przesrana praca jak budownictwo, syf, brud i delegacja całe życie, tyra po 10-12h dziennie, ale przynajmniej płacą 4x tyle co w budownictwie, czyli po paru latach na dobrych kontraktach za granicą bedziesz na emeryturze w PL.

    Opcja numer dwa - programowanie, to bezapelacyjnie najlepsza opcja na dzien dzisiejszy jesli koniecznie chcesz isc "inzynierską" drogą. Moj kuzyn nawet studiów nie skonczyl i zarabia w jednym z duzych miast w PL 20.000zl/miesiac jako prosty programista bez studiów, jego znajomi sa w podobnej sytuacji. Mowi, że teraz jest takie zapotrzebowanie, że jesli ja zechce sie przebranżowić, to na dzien dobry dostane 4000zl i wiekszosc firm z radością sama mnie przeszkoli, po roku bede juz na 8000zl, a po dwóch jak jestem kumaty na 12.000-15.000zl (oczywiscie wszystkie kwoty jako firma jednoosobowa). Do tego pracujesz w zasadzie jak chcesz i jak Ci sie podoba, a wiele firm ma nawet bilarda w biurze. Mozesz pracować zdalnie z jakiejś rajskiej wyspy jesli tylko tak sie ustawisz z pracodawcą. Czasami tylko wymagany jest przylot na jakies spotkanie raz na jakiś czas. No i jest to kierunek na ktory zapotrzebowanie bedzie tylko rosnąć, bo dzisiaj każda pierdoła opiera sie na programach i układach scalonych.

    A w ogole najlepsza drogą kariery w dzisiejszych czasach jest sport, jesli jestes młody i masz jakiś ulubiony sport, to skupił bym sie na tym. Sponsorzy nawet tym, ktorzy niczego wielkiego nie zdobywają płacą taką kasę, że ty jako inzynier bedziesz tyrał 10 lat na pensje z jednego sezonu prostego sportowca.

    [b]Podsumowując[/b] - chciałbym jasno podkreslić, że wyrażam tą opinię jako gość, ktory jednak z tego budownictwa trochę wyciągnął, bo przez ostatni rok zarabiałem ok. 35.000zl/miesiac brutto. Czyli nie mowie tego jako leszcz, ktory poszedł na studia, a pozniej mu nie wyszlo i teraz tu płacze. Mimo takich pieniadzy uważam ten kierunek za totalne nieporozumienie, w szczegolności w PL, gdzie bedziesz tyrał za na prawde skandaliczne pieniadze.
    Mimo, że jakoś mi się udało z budownictwa troche wyciągnąć kasy, to serdecznie odradzam to ścieżkę kariery, bo ja w zasadzie jestem jedynym z roku, ktoremu udało sie to tak rozegrać. Reszta tyra za na prawdę nędzne pieniadze w stosunku do pracy jaką wykonują. Idąc wyżej wymienionymi przykładami kariery, narypałbym się DUŻO mniej, a zarobił przynajmniej tyle samo.
    Jako, że już spaliłem tyle energii i czasu, aby dojść do tego miejsca kariery gdize jestem, to jeszcze mam zamiar ze 2 lata pociagnac na jakimś kontrakcie, ale potem nikt już mnie wiecej w budownictwie nie zobaczy, a każdemu z całego serca bede ten kierunek odradzał, bo w stosunku do stresu, wyrzeczeń, ogromnej odpowiedzialności i godzin w pracy, jest to na prawdę bardzo słabo opłacany i bardzo niedocieniany kierunek.

    Jeszcze na dodatek wez pod uwagę jedną, bardzo istotną kwestię. Budowownictwo jest ogromnie zależne od sytuacji budżetu kraju i sytuacji politycznej. Jesli pojdziesz teraz na studia, to magistra inzyniera bedziesz mial przy dobrych wiatrach za 5 lat. I teraz pamietaj, że za 5 lat skonczą sie pieniadze z UE na inwestycje w autostrady i kolej. A to oznacza, że pojawi sie na rynku mnostwo inżynierów bez pracy. Stawki już głodowe spadną jeszcze bardziej, bo juz teraz inżynierów na rynku jest zbyt wielu. Chcesz być jednym z nich? Zareaguj w porę, żeby pozniej nie pluć sobie w brodę.

    22 sierpień 2017 22:24
  • Avatar
    Inż.

    Sporo prawdziwych opinii. Ogólnie dobrze się zastanówcie.

    17 wrzesień 2017 16:24
  • Avatar
    AR EK

    Pracuję jako asystent projektanta dróg w Londynie (4 letnie doświadczenie po studiach) i mam £3150 brutto miesięcznie. Będąc w Warszawie miałem 3500 netto miesięcznie. W porównaniu do kolegi Rumcjajsa z budowy zarabiam mniej, ale w biurze mam spokój, cisze i relax. 90% bez stresu i bez użerania się z ludźmi. Bardzo lubię swoją pracę i mam czas na wszystko (hobby).

    23 październik 2017 16:14
  • Avatar
    Szwarny

    Koledzy powyzej dobrze prawia.

    Z tej strony inz budownictwa (polibuda slaska). 2 lata stazu w PL a teraz od 10 lat w Walii, UK. W PL mordega na wyjezdzie z banda pijakow. Wyplata dobra ale praca w delegacji itp. BHP nie istnieje a kierownik za wypadki odpowiada glowa. W UK luz blues. Codziennie w domu, dobre auto sluzbowe, 35 dni urlopu plus swieta panstwowe. szkolenia itp. Pracuje na kontrakcie jako Site Agent ( troche wyzej jak kierownik budowy). Podstawa £51 tysiecy + premia i pakiet socjalny

    30 grudzień 2017 22:51
  • Avatar
    Zenon T.

    Zgadzam się z powyższymi komentarzami. Ja pracuję w budownictwie i od 7 lat nie mogę skończyć uprawnień budowlanych bo nie chcą mi zaliczyć praktyki ponieważ jest nie zgodna z wymogami. Głupi byłem, że poszedłem na budownictwo, kierunek wybitnie trudny w nauczaniu i wybitnie ścisła wiedza matematyczno-fizyczna. Na studiach nie miałem wolnej chwili, po kilka razy czytałem opracowania i rozwiązywania trudnych algorytmów konstrukcyjnych, i na każdy kroku jak nie zaliczenie to egzaminy. Omijać ten kierunek studiów szerokim łukiem jak to możliwe. Tak jak wspomniano jest to zawód regulowany i nawet skończenie bardzo trudnych studiów nie gwarantuje Ci podjęcia pracy w zawodzie i dalszego rozwoju. Mój kolega skończył też Politechnikę Warszawską na wydziale programowania i po niecałych 2 miesiącach znalazł pracę za 5 tys zł na rękę w pewnej firmie.
    Jak sam opowiadał stopień trudności ukończenia jego studiów to była połowa moich studiów na budownictwie.
    Zapewne w Polsce jeszcze młodzi ludzie oglądają wznawianego "40-latka" w którym to nieustraszony inż. Karwowski jest pokazany jak przyszłościowy bohater PRL-u który sobie pracuje na budowie w Warszawie przy trasie Łazienkowskiej a później Dworcu Centralnym. Ten fałszywy przekaz jest powielany do dziś.
    Młodzi ludzie jak już wybieracie studia to najlepiej na kierunkach elektronika, programowanie czy nawet taką psychologię. Są to kierunki o wiele mniej wyczerpujące niż budownictwo i o wiele łatwiejsze w ukończeniu.
    Praca w budownictwie jak już to Ktoś wcześniej napisał to wieczny kurz, brud i syf i użeranie się z robotnikami a czas pracy często nieunormowany. Ponadto każdy inżynier bud. ma osobny mały kodeks karny w prawie budowlanym (proszę sobie poczytać) i za byle co odpowiada swoją głową.
    Na koniec jeszcze raz z całego serca nie polecam tego kierunku studiów.

    18 luty 2018 15:08
  • Avatar
    inż.mgr,dośw.

    Rumcajs, daj do siebie namiar proszę, albo podeślij stronki na których szukałeś pracy.

    31 marzec 2018 16:50
  • Avatar
    Piotr

    Generalnie racja
    W budownictwie pracuję 15 prawie 16 lat
    i jako kierownik i jako projektant

    Studia wprawdzie ciekawe i wciągające ale jednocześnie wymagające
    praca faktycznie cały czas i ponad miarę choć z satysfakcją
    zarobki nieadekwatne do zaangażowania i odpowiedzialności rozłąki z rodziną

    6 maj 2018 21:13
  • Avatar
    Janusz

    Kurła kiedyś to było

    18 maj 2018 9:20
  • Avatar
    Inżynier, projektant budownictwa

    Budownictwo - największy życiowy błąd. Studiowałem zaocznie i oczywiście żeby jakoś wiązać koniec z końcem trzeba pracować. Od początku studiów pracowałem w biurze projektowym. Niby fajnie, ale straszny wyzysk. Praca za minimum. Po 8-10h przed komputerem. Potem wracasz do domu z pracy i jeszcze 5 godzin musisz robić projekty na studia, których jest mnóstwo. Ale trzeba. Praca od pon-do piąt, studia od piątku-do niedzieli zazwyczaj do godz 20 i tak przez cały okres studiów. Oczywiście w tym trybie nie dało się wszystkiego ogarnąć i dlatego inżyniera robiłem 6 lat. Prócz biura projektowego, pracowałem również w paru firmach wykonawczych. Niestety było to kolejne rozczarowanie. praca min. 10h. A w jednej pracy szef organizował oględziny nawet w niedzielę. 0 prywatnego życia. Po doświadczeniach na budowie stwierdziłem, że skoro jestem niezły w projektach (wielokrotnie zaginałem bardziej doświadczonych projektantów, nawet z uprawnieniami) to czemu nie spróbować własnych sił na działalności. Tak też zrobiłem, otworzyłem biuro projektowe. Niestety to kolejna patologia. Ludzie chcieli żeby projekty były najlepiej za darmo, a podczas ustalania koncepcji co chwile zmieniają zdanie i robisz mnóstwo niepotrzebnych rysunków tracąc mnóstwo czasu. Potem jak już coś się uda ustalić i przez cały miesiąc rzeźbisz architekturę i konstrukcję żeby jak najszybciej złożyć w starostwie projekt to często następuje nagłe oświecenie inwestora i zmienia Ci ponownie koncepcje, w momencie kiedy masz już wszystko zapięte na ostatni guzik. Ale to nic. Stawki za domki jednorodzinne nie przekraczają 10tys. zł (przynajmniej w mojej okolicy). Jak wyceniałem więcej to ludzie mówili że chyba oszalałem i szli do konkurencji która robiła za 2/3 albo 1/2 ceny. Przez pewien czas zastanawiałem się jakim cudem. Ale już wiem. Są takie osoby z uprawnieniami, które pracują np. na kopalniach jako inspektorzy od inwestycji, albo w innych dużych firmach gdzie pracują po 8 h i często się nudzą w pracy zarabiając przy tym 6-10 tys. i dodatkowo biorą sobie projekty do robienia w wolnym czasie za te właśnie 1/2 cen (ale oni nie muszą płacić całych zusów (1200zł miesięcznie), bo tylko ok 300 zł zdrowotnego). Też bym chciał taką pracę w dużej firmie natomiast to nie jest dla człowieka z "ulicy". Na takie stanowiska zazwyczaj trafiają polecane osoby lub nawet same stanowiska powstają dla takich osób. Ale to nic.
    Tak więc robisz projekt domku za powiedzmy 8tys. zł. Projekt od ustalenia Warunków Zabudowy(3miechy) po inne formalności oraz złożenie dokumentacji do odpowiedniego urzędu trwa może niecały rok. 8tys. musisz podzielić jeszcze na elektryka, instalacje sanitarne i inne dodatkowe formalności. Musisz opłacić ZUS, księgową, paliwo, pełnomocnictwa itp. z tego na czysto może ci zostanie 1 tysiąc, może mniej. Chyba że masz kilka projektów w miesiącu, to bardzo proszę. Ale musisz wtedy zatrudnić pracownika bo nie ma możliwości żeby to wszystko samemu uciągnąć i i tak kończysz z marnymi groszami. A odpowiedzialność ogromna. Ale to nic. Przecież można robić duże tematy za 100tys, 200tys, no nie? Jeśli jesteś w stanie się dostać do takich zleceń, przebić przez tą hermetyczną strukturę to jasne. Ale tak dużych tematów nie zrobisz na programikach za 5 tys zł. Tutaj przydało by się mieć Robota który kosztuje ok 50 tys zł, revia kolejne tyle, komputer który uciągnie te programy, mieć plotery za kilkanaście tysięcy, także przydało by się jakieś 150 tys na dzień dobry. Ale nie jesteś w stanie tych pieniędzy osiągnąć robiąc małe domki. Po za tym przy dużych zleceniach często ważne są referencje, które by świadczyły, że masz doświadczenie w tak dużych obiektach. Może pościemniasz, że masz, może ktoś ci ich udzieli albo masz znajomości i i tak weźmiesz ten projekt. Ale jestem pewien, że nie będziesz dobrze spać przez najbliższe parę lat. Najpierw w obawie czy zdążysz wykonać projekt na czas, czy wszystko jest dobrze, a jest tyle zmiennych, że jest niemożliwe żeby nie popełnić żadnego błędu. Ale jak już będzie błąd to czy wychwyci się go przed zrealizowaniem, czy nie i będziesz musiał pokryć koszty naprawy? Potem będziesz się martwić czy w trakcie budowy nic nie wyjdzie dodatkowego, następnie w pierwszych latach użytkowania, a na przykładzie hali w Katowicach widać, że długo po projekcie nie powinieneś spać spokojnie.
    10 lat jestem w zawodzie i jak ostatnio chodziłem na rozmowy kwalifikacyjne to 4tys zł to jest duży problem.
    Koleżanka skończyła mrg inż. budownictwa i rysuje meble bo dają dużo więcej pieniędzy niż w firmach budowlanych, a ile mniej stresu, odpowiedzialność zerowa, 8h i do domu. Kolega mgr inż. pracuje na wózku widłowym w niemczech, inny kolega handluje blachą. Ludzie którzy wiernie pracują w budownictwie nie wychodzą ponad 3 tys zł (prócz pojedynczych przypadków) lub ewentualnie z ogromną ilością nadgodzin ale zazwyczaj stawka godzinowa wychodzi minimum krajowe lub mniej, chyba że mają już uprawnienia to może z nadgodzinami 4.5-5tys. co jak dla mnie totalną żenadą.
    Tak więc młody człowieku...
    Nie marnuj sobie życia. Jeśli nie masz rodzinnej firmy gdzie nie będziesz wyzyskiwany albo rodziny na wysokim stanowisku, która zapewni Ci ciepłą posadę jak tylko skończysz budownictwo lub będzie Ci załatwiał fajne tematy, realizacje to nie warto. No chyba, że to kochasz i lubisz zapier...ć, albo masz na start kilkaset tys zł i jesteś mega odporny na stres, to bardzo proszę. Inną sensowną opcją jest zrobienie studiów i wyjazd za granicę, np. niemcy. Ale trzeba bardzo dobrze znać język. Jednak jeśli nie do końca wiesz na jakie studia iść to może lepiej zrobić sobie rok przerwy, popracować gdzieś, poznać rynek albo wyjechać za granicę szlifować język obcy. Jeśli bardzo chcesz iść na studia to nie na budownictwo. Idź na elektrykę, instalacje sanitarne, informatykę, budowę maszym ale nie idź na budownictwo!

    29 maj 2018 11:04
  • Avatar
    Łukasz

    Niestety przylacze sie do negatywnych komentarzy dotyczacych pracy w budownictwie.Moje doswiadczenie to 9 lat po studiach na budowach. Po pierwsze delegacje ktore potrafia zniszczyc wiele i nie wiele partnerek lub rodzin to przetrwa w dłuższej perspektywie czasu. Po drugie zarobki pozostawiajace bardzo wiele do zyczenia i zdecydowanie uwazam ze jest to w Polsce zawod bardzo nie doceniany. Po trzecie uzeranie sie z ludzmi którzy zachowuja z roku na rok bardziej roszczeniowo i agresywnie . Po czwarte rozmowy z inwestorem ktory chcialby wszystko za darmo oraz szefem ktory zawsze twierdzi ze za malo wicisnelo sie z ludzi naleza do standardow. Jednym slowem siedze w tym jeszcze ale to ciezki i zabierajacy radosc zycia zawód. Szkoda mi bardzo czasu i stresu poswieconego na studiach gdzie w projektach liczylem wynik do 4 miejsca po przecinku a dzis tak naprawde zastanawiam sie po co. Zdecydowanie polecam dzis programowanie lub instalacje ale niestety nie budownictwo. Pozdrawiam łukasz

    19 sierpień 2018 22:58
  • Avatar
    Allah

    Dołączam sie do negatywnych komentarzy. Mgr inż, 3 lata doświadczenia po studiach na budowach, wcześniej jako pracownik fizyczny również na budowach 10 lat doświadczenia.
    Mówili idź na budownictwo będzie fajnie, będą pieniądze. Nic z tych rzeczy. Jedyne co mam to zmarnowaną młodość, siwe włosy w wieku 30 lat, potracone znajomości, brak założonej rodziny, zero zainteresowań bo niby kiedy, same delegacje i robota.

    W trakcie studiów wszystkie weekendy, wolne przeznaczałem na robienie projektów, w wakacje sesje poprawkowe, rówieśnicy w tym czasie z innych kierunków rozwijali się, podróżowali, poznawali nowe osoby. Skończyłem studia, wyprowadziłem się do większego miasta, poszedłem do biura za 2000 zł, wynajęcie pokoju 1100, resztę sobie dopowiedzcie, musieli pomagać mi rodzice finansowo (śmiech). Po dwóch miesiącach postanowiłem iść na budowę jako inżynier, z racji tego że miałem doświadczenie jako pracownik fizyczny dostałem 4000 na rękę i prowadziłem sam niewielką budowę, jednak praca po 14 godzin od 6 do 20.
    Przez te 3 lata po studiach zmieniałem pracodawców i budowy z myślą że będzie lepiej. Nic z tego. Ostatnia moja budowa to 4500 na rękę, praca po 10 h delegacja, ciężka budowa budziłem się w nocy o 2 i nie mogłem spać ze stresu. Powiedziałem dosyć. Jest nowy rok 2019, nowe postanowienia więc wyjeżdżam za granicę. Umiem komunikatywnie angielski więc warto spróbować. Mam 30 lat i nic z tego życia nie mam, miałem robić uprawnienia w tym roku ale mam to w dupie póki co. Nie planuję tu wracać przez najbliższe lata więc po co.

    Dodam tylko że kolega rówieśnik po mechatronice zarabia 10 000 za 8 godzin pracy w biurze, zakłada właśnie rodzinę i zwiedził pół świata. Dziękuję za uwagę.
    Odradzam ten śmieciowy kierunek, niedoceniony absolutnie w tym chorym kraju.

    4 styczeń 2019 0:29
  • Avatar
    Aleksander

    Witam Mam 15 lat i zastanawiam się nad swoją przyszłością. Czy nie byłoby dobrym pomysłem pójście do technikum budowlanego następnie na studia magisterskie i zdobycie tego tytułu i założenie swojej firmy? Widzę dużo negatywnych komentarzy i odradzacie ten zawód ale widzę też że dużo osób.tu pracowało dla kogoś nie dla siebie

    24 luty 2019 17:45
  • Avatar
    Allah

    Chłopie trzymaj się jak najdalej tej branży. Kiedyś będziesz mi dziękował. Jeśli masz umysł techniczny to idź na kierunki typu mechaniczne, informatyka

    11 czerwiec 2019 22:15
  • Avatar
    Bob Budowniczy

    Co do pracy na swoim po budownictwie to są dwie zasadnicze drogi (kierownika budowy czy inspektora nadzoru prowadzących jednoosobową działalność tutaj pomijam). Jedna to nieduża firma wykonawcza, czyli przysłowiowy Pan Kazimierz i czterech pracowników. Nie zaprzeczam na pewno da się w ten sposób zarobić jakieś logiczne pieniądze, ale jest kilka ale. Po pierwsze żeby prowadzić taką działalność nie potrzebujesz studiów, wystarczy szkoła zawodowa , technikum , czy liceum i dobre chęci - co w tym kontekście wiele znaczy bo bez znajomości fachu nie ma o czym marzyć. Po drugie musisz mieć świadomość ,że będziesz musiał ciągle koło tego chodzić , czyli w praktyce pracować wraz z swoimi pracownikami, cały czas pilnować jakości i tempa pracy, gdyż bez tego szybko okaże się ,że nie wychodzisz na swoje. Po trzecie , na 100% będziesz miał problemy z ludźmi, skompletowanie takiej 4 osobowej grupy w miarę odpowiedzialnych, niepijących i rzetelnych pracowników wraz z jakimś ogarniętym brygadzistą jest naprawdę bardzo trudne. Problemów jest kilka: każdy bardziej pojętny brygadzista wpadnie na pomysł ,że jesteś mu niepotrzebny i że w sumie to on taką działalność może spokojnie prowadzić sam (bo na swoim przecież najlepiej). Szeregowi pracownicy budowlani to niestety -oczywiście dość mocno generalizuję- ludzie nieodpowiedzialni , nieogarnięci , pijący (daj wcześniej zaliczkę i następnego dnia ich już nie ma bo imprezują) o kompletnym braku kultury osobistej już nie wspominam (co jest istotne bo to będzie Twoje środowisko pracy). Kolejnym bardzo istotnym problemem z perspektywy utrzymania się na powierzchni będą Twoje kontakty i zlecenia, bo tylko zapewniając ciągłość prac i odpowiednie warunki finansowe będziesz w stanie zagwarantować ludziom na tyle dobre warunki , że może nie odejdą na swoje. Oczywiście nie poruszam tutaj wszystkich aspektów prowadzenia niedużej firmy wykonawczej ale najważniejszy jest fakt ,że nie musisz być inżynierem żeby taką działalność prowadzić , taką świadomość mają wszyscy średnio przedsiębiorczy ludzie mający jakiekolwiek doświadczenie w budownictwie.
    Prowadzenie większej firmy to już co innego, skupmy się tutaj na problemach.Po pierwsze, musisz dysponować odpowiednimi środkami finansowymi którymi będziesz obracał (powiedzmy ok. 500 tys zł), oczywiście w późniejszym etapie możesz sobie załatwić kredyt operacyjny w oparciu o swoje obroty , ale należy pamiętać ,że kredyt to zawsze jest kredyt i oprócz oczywistej zalety w postaci zwiększonych środków obrotowych generuje koszty, poza tym w przypadku wtopy jesteś totalnie załatwiony. Po drugie trzeba mieć świadomość ,że w aspekcie płatności i fakturowania , budownictwo jest najbardziej patologiczną branżą z możliwych. Korki płatnicze, problemy na odbiorach aby tylko opóźnić wystawienie faktury, czy wreszcie wszelkiego rodzaju plajty i bankructwa to chleb powszedni tej branży. Owszem można w ten sposób zarobić dość szybko stosunkowo duże pieniądze ale raczej na pewno taki stan nie potrwa długo, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia a wyłożenie się na jednym dużym zleceniu to standardowa i bardzo często w budownictwie spotykana historia. I należy tutaj wyraźnie podkreślić ,że zdarza się ona duuuużo częściej niż w innych branżach. O oczywistościach takich jak kłopoty z skompletowaniem kadry czy dobrej współpracy z podwykonawcami nawet nie wspominam bo to norma przy każdej działalności. W tej wyliczance powyżej najistotniejsze wydaje się bardzo duże ryzyko wpadki i w efekcie oczywiście bankructwa. Brak życia osobistego, siwe włosy lub ich brak oraz wysokie prawdopodobieństwo zawału to już tylko efekty prowadzenia działalności w tej branży. Potwierdzeniem patologicznych mechanizmów tej części gospodarki w naszym kraju jest powszechna wiedza o olbrzymiej skali oszustw podatkowych, afer, łapówkarstwa, zmów cenowych (cement, kruszywo) i wszelkiego rodzaju przekrętów , bo budownictwo obraca bardzo dużymi pieniędzmi i łączy bardzo wiele różnych gałęzi gospodarki.
    Ponadto wszystko o czym piszą koledzy powyżej jest jak najbardziej prawdą, dodam tylko , że po ukończeniu tego kierunku będziesz totalnie zawiedziony tym co czeka cię po obronie. A to dlatego ,że studia na jakiejś porządnej uczelni są bardzo wymagające i trudne , mnóstwo projektów, kolokwiów, zaliczeń i egzaminów spowoduje ,że czasy studenckie będziesz wspominał jako koszmar swoich młodych lat. Celowo poruszam tu temat uczelni bo wybierając te "porządne", czyli uczelnie z większych miast wojewódzkich (Warszawa,Wrocław,Kraków,Gdańsk,Łódź,Poznań,Katowice) decydujesz się na wersję very hard. Natomiast można ten problem trochę obejść wybierając uczelnie z tzw. "drugiej linii". Dla przykładu z zauważalnie niższego poziomu trudności znana jest np. Częstochowa, Kielce, Radom czy Płock . Oczywiście mocno generalizuję i nie chcę w ten temat wchodzić dogłębnie bo jest bardzo polaryzujący (każdy przecież będzie bronił tej uczelni którą kończył) . Powyższy wywód opiera się na obiegowych opiniach i zapewne nie jest obiektywny (wszystkich urażonych przepraszam), ale fakt znaczącej różnicy poziomów między uczelniami występuje i przy odrobinie samozaparcia sprawdzisz to sam (na rankingi nie ma co patrzeć). Jest to o tyle istotne ,że papier jest identyczny i o ile spora część pracodawców orientuje się co nieco w temacie, dla części nie ma to znaczenia bo po studiach tak naprawdę i tak nic nie umiesz i wszystkiego będziesz uczył się w pracy. Innym istotnym aspektem poziomu trudności jest fakt ,że determinuje on poziom Twojej frustracji po spotkaniu z budowlaną rzeczywistością. Tutaj może dojść do sytuacji naprawdę bardzo dramatycznych, bo po bardzo ciężkiej harówie na studiach czeka Cię tak potężny kop w twarz ,że możesz się po prostu załamać i już nie podnieść. Wszystko dlatego ,że po takim kierunku spodziewasz się adekwatnego wynagrodzenia i warunków pracy a nic z takich rzeczy nie otrzymasz. W tym momencie ma też miejsce wszystko to o czym pisali moi przedmówcy, delegacje, całe dnie w pracy, brud, syf, śmiesznie niskie zarobki i cała masa stresu oraz odpowiedzialności. Dodam tylko słówko o środowisku pracy bo na etapie wyboru uczelni często o tym się nie myśli ale później może to mieć dla Ciebie znaczenie. Budowlańcy to bardzo specyficzna grupa zawodowa, szczególnie w wykonawstwie. Mało kto będąc na pierwszym roku zdaje sobie sprawę z tego w co wdepnął, a większość orientuje się kiedy niestety jest już za późno. Studiując jeszcze nic nie zapowiada tej żenady, bo kierunek w powszechnej świadomości uchodzi za trudny i prestiżowy a na imprezach dziewczyny spoglądają na przyszłych inżynierów z aprobatą i atencją ;). Dopiero pod koniec studiów powoli zaczyna się pojawiać świadomość przyszłego środowiska pracy. Budownictwo to błoto, syf, barak, robotnicy którzy bez kilkukrotnie powtórzonej w zdaniu "kurwy" nic nie rozumieją, ciągłe awantury, krzyk i zrzucanie winy na innych. Dla części osób jest to atrakcyjne , młodzi inżynierowie czują się wtedy jak "prawdziwi" mężczyźni, a kobiety które od małego chciały być chłopcami mają możliwość i środowisko do wcielenia w życie swoich marzeń. Studia jednak trochę rozwijają , a przebywanie przez kilka dobrych lat w środowisku akademickim przy sprawnie działającym kompasie samorozwoju i samodoskonalenia powoduje ,że większość nie chce już "schodzić w dół" do poziomu "robotnika prostaka" i "chama inżyniera".Celowo napisałem "chama inżyniera", bo niestety po kilku latach pracy "nauczysz" się ,że tylko bycie gburem ,chamem i prostakiem jest najlepszym sposobem na sprawne rozpychanie się łokciami w środowisku w którym przyjdzie Ci pracować..... niestety , kto z kim przystaje taki się staje. Większość więc już pod koniec studiów i w pierwszych latach po studiach ratuje się jak może , a naturalnym krokiem wtedy jest ucieczka do projektowania, co z kolei tłumaczy niższe stawki w biurach projektowych. Wspomniane już życzliwie spoglądające na nas dziewczyny w latach studenckich , w późniejszych latach wraz z nabywanym doświadczeniem już inżynierów unikają , powodów jest wiele, a ciągłe delegacje, wieczna nieobecność w domu czy brak kultury to tylko jedne z nich.
    Serdecznie odradzam więc ten kierunek, bo na tle innych branż budownictwo wypada wyjątkowo słabo w praktycznie wszystkich aspektach.
    P.S Oczywiście mnóstwo tu generalizowania i subiektywnych opinii, więc wszystkich czujących się urażonymi czy pokrzywdzonymi bardzo proszę o wyrozumiałość.

    3 październik 2019 12:18
  • Avatar
    patron

    po 25 latach pracy w tym syfie, muszę potwierdzić, 20 lat uprawnień co prawda zdarzyły się ciekawe budowy, ale zdarzyły się też 2 sprawy karne (ciężkie wypadki pijanych) w obu uniewinnienie ale ślad w psychice zostaje... smutne za te grosze..

    16 październik 2019 21:17
  • Avatar
    ateista

    Mój najgorszy życiowy wybór. Na polibudzie w ogóle nie przygotowują do praktyki w zawodzie. Uczą podstaw wytrzymałości, fizyki, a prawda jest taka, że to tylko część tej pracy. Praca w biurze projektowym, ciągły stres, terminy, groźby kar finansowych za niedotrzymanie terminów. Czasami ciężko spać spokojnie, budzenie w nocy, bo coś się przypomniało, żeby sprawdzić i notowanie w środku nocy... Sama praca - ciągła mordęga z klientem, architektem, branżystami, wykonawcą... Każdy ponad każdym, ciągła walka żeby nie dać się zrobić w ciula, ciągła niepewność. Płace śmieszne, wręcz żenujące jak na taką odpowiedzialność. Startujesz za 2k netto, a rysujesz rzeczy warte setki tysięcy, więc policz sobie stosunek płaca/odpowiedzialność. Poprawki na budowie, w razie jakiegoś błędu liczone w wielu tysiakach.... Konkurencja na rynku ogromna, bo absolwentów od za***bania, a przybywa nowych. Generalnie jestem załamany. Zmarnowałem 5 lat na studia, po których nie da się normalnie żyć! Jestem debilem... Nawet nie mam sił już, żeby w życiu coś zmienić, pójść do jakiejś pracy, w której można zarobić normalne pieniądze, a nie 3k netto - bez żadnych perspektyw na podwyżki. Podsumowując: DRAMAT....

    4 listopad 2019 17:53
  • Avatar
    Jarek

    Podobnie jak koledzy jestem zawiedziony wyborem budownictwa. Niestety jak zaczynałem w internecie nie krążyło tyle negatywnych opinii. Skończyłem budownictwo 4 lata temu na jednej z lepszych uczelni. Następnie przez dwa lata pracowałem w biurze projektowym, za marne 2 tys. netto. Niby odpowiedzialność karna nademną nie wisiała, ale codziennie mieliśmy stresujące telefony z budowy. Nawet o byle pierdołe z pretensjami dzwonili. Macie rację - budowa sprawia, że człowiek staje się chamem (i to nawet kierownicy budowy, nie robotnicy). Chyba trzeba wyjechać!

    5 listopad 2019 9:05
  • Avatar
    Marta

    Ja i mój chłopak jesteśmy po budownictwie. Oboje zaczynaliśmy od biura projektowego. Ostatecznie ja zostałam w biurze, a chłopak właśnie wchodzi w branżę IT (uczył się Pythona, C++ i czegoś tam jeszcze). Oboje uważamy, że wybór tego kierunku to był ogromny błąd i bezmyślna decyzja. Zarabiam 2300zł netto i co prawda tylko rysuję, ale praca często stresująca i trudna. Drogie budowy, a cena projektów śmiesznie niska, bo w projektach jest duża konkurencja. Chłopak nie wytrzymał tego, powiedział, że nie będziemy klepać biedy, zabrał się ostro za kursy programowania i jest o krok od wejścia w branżę IT. Ja chyba nie dam rady już się przebranżowić, bo się zasiedziałam. Nie polecam nikomu tego kierunku. Pieniądze strasznie niewspółmierne do odpowiedzialności. Momentami wręcz brak słów, żeby opisać kuriozalne sytuacje jakie mamy w pracy. Często jesteśmy oskarżani o rzeczy poza naszym zakresem, jednak wypierając się narażamy się, że klient nie zapłaci i musimy "sprzątać" syf po innych branżach. Ostrzegajcie rodzinę, znajomych - NIE WARTO. :(

    5 listopad 2019 19:10
  • Avatar
    marekkk

    Ludzie szkoda życia na ten kierunek studiów. Jeśli to, że dobry zbrojarz na budowie zarabia obecnie 2.5x więcej niż inżynier na tej samej budowie do was nie przemawia, to chyba nic nie przemówi. Za dużo się namnożyło absolwentów, rynek się zepsuł i zamiast stosunku robotników do inżynierów 10 do 1 to mamy obecnie 1 do 10. Jak ktoś nadal myśli o wyborze tego kierunku to ostrzegam: wspomnisz moje słowa młody człowieku... oj wspomnisz.

    6 listopad 2019 7:13
  • Avatar
    Koder

    Skończyłem budowlankę na dziennych studiach, 5 lat. Potem pracowałem przez 3 lata w biurze jako asystent, a później projektant konstrukcji stalowych. Dzisiaj mija 4 rok odkąd przebranzowilem się na programistę. To była najlepsza decyzja mojego życia. Budownictwo w tym kraju to gówno, stres, nadgodziny i kasa za która ledwo można związać koniec z końcem. Nie polecam.

    30 grudzień 2019 21:40
  • Avatar
    Karolina

    Po ok. 4 latach pracy w branży budowlanej wypaliłam się zawodowo. Praca w delegacjach, minimum 10 godzin dziennie na budowie, bezpłatne nadgodziny, praca w soboty (oczywiście też za darmo), niska pensja, ogromny stres i odpowiedzialność. Nie polecam nikomu. Obecnie nie pracuję od kilku miesięcy i jestem w trakcie zmiany kierunku kariery. Mimo, że w ostatnim czasie zdobyłam uprawnienia budowlane do kierowania budową nie wyobrażam sobie dalszej pracy na budowie. Pracując na budowie nie ma się ani życia prywatnego ani pieniędzy.

    16 luty 2020 0:20
  • Avatar
    Krychu

    Ja skończyłem studia na kierunku elektrotechnika na specjalności Układy sterowania i systemy pomiarowe. Studia to całkowita porażka . Zakres wiedzy jest szeroki , ale na studiach przekazany w tak niepraktyczny sposób , że większość tych zagadnień do niczego się nie przyda w pracy . Kiedy dochodzi do zajęć praktycznych w labolatorium to okazuje się , że doktoranci nie potrafią uruchomić stanowiska pomiarowego i wołają na pomoc swoich asystentów . Kiedy na ćwiczeniach z programowania sterowników PLC przyszło odpalić program , który wcześniej na tablicy pisał wykładowca , okazało się że nic nie działa , a doktorant nie wie jak to rozwiązać . Po studiach pracowałem 2 lata jako konstruktor elektryk , w firmie która produkuje silniki indukcyjne. Zarobki w 2016 roku na poziomie 2200 zł brutto , kiedy minimalna wynosiła 2100 zł brutto . Co z tego , że warunki pracy , ergonomia, własne biuro , komputer były na dobrym poziomie , kiedy pensja głodowa. po 2 latach zwolniłem się . Znalazłem prace w firmie , która wykonuje konstrukcje stalowe dla hut. W biurze pracowałem tydzień , bo okazało się ze biuro w tej firmie to głównie zamawianie materiału , blachy , WZ-tki , faktory . Nic się tam nie konstruowało , bo rysunki techniczne do robót przysyłała huta. Zdegradowałem się z biura do pozycji montera . Później awansowałem na brygadziste . Zarobki nadal bardzo słabe . Trzeba znać się na rysunkach technicznych . Co chwile są nowe roboty i konieczność analizowania nowych dokumentacji . Do tego trzeba umieć fizycznie zlozyc te konstrukcje , zapanować nad robotnikami pijakami , zapiąć wszystko na ostatni guzik , a zarobki rzedu 3300 zł brutto , dodatek brygadzistowski 100 zł netto i nadgodziny płatne 150 % . Za taką harówkę przy 230 godzinach miesięcznie zarobisz 2400 + 100 + 1500 zł netto czyli po zsumowaniu moze 4 tysiące jakoś uciułasz. Szkoda mi tych studiów , ale bardziej szkoda mi , że uwikłałem się w prace w takich dziadbudach.

    24 maj 2020 14:15
  • Avatar
    Marcin

    Ja mogę w skrócie opisać swoją karierę inżynierską ku przestrodze.
    Ukończyłem automatykę i robotykę na MEiL na PW. Pod koniec studiów człowiek myślał, że wkracza do elity. Kilka wysłanych CV to szybkie i bardzo brutalne sprowadzenie na ziemię. Okazało się, że znalezienie pracy w zawodzie jest nierealne. Po kilkunastu latach od ukończenia tego kierunku nie znam nikogo spośród znajomych ze studiów, komu by się to udało. Okazało się, że pracodawcy mają tak kosmiczne wymagania, że ja nawet nie miałem zielonego pojęcia, czym są te rzeczy, a tym bardziej gdzie zdobyć takie umiejętności. A to wszystko po to, by zatrudnić na stanowisko, które na zachodzie powierza się absolwentowi szkoły zawodowej.
    Pierwsza praca przyszła do mnie sama - inżynieria budowlana, projektowanie konstrukcji stalowych. Nie było wyboru, trzeba było brać. Pieniądze rzędu 2000 zł w 2008 roku. Na umowie najniższa krajowa. Szef - typowy Janusz. Wyleciałem po roku, bo udowodniłem mu, że się pomylił, gdy oskarżył mnie o błąd w projekcie.
    Druga praca - znów budownictwo (projektowanie). Pieniądze podobne, również najniższa krajowa na umowie. Straszny chaos w pracy. Szefowa alkoholiczka. Firma straciła duże zlecenie i nastąpiła redukcja etatów.
    W między czasie cały czas od kilku lat bezskutecznie próbowałem się wbić w automatykę. A że się nie udawało, brałem co się trafiło w budownictwie. W końcu tu zdobyłem sporo doświadczenia.
    Kolejna praca - również budownictwo (projektowanie). Totalna patologia. Wszystko na wczoraj, stres, ogromna presja i pośpiech. Potężne naciski na pracowanie dużo więcej niż 40 godzin tygodniowo. Dopóki dawałem radę, pracowałem nawet 60 godzin. Potem miałem dość i udało się wywalczyć "tylko" 40-50 godzin tygodniowo. Pieniądze nędzne, niewiele ponad 2000 zł. Na czarno. Docelowo miałem założyć działalność. Praca w niezbyt ciepłym garażu przerobionym na biuro. W łazience często nie było papieru toaletowego i mydła. Rozliczanie godzinowe - pracujesz, zarabiasz. Nie pracujesz - nie zarabiasz. Praca była 50 km od domu na zadupiu, więc połowę pensji wydawałem na paliwo. Okres letni był tam zawsze zapierdzielem życia, więc ni było mowy o "urlopie", tym bardziej, że po 2 tygodniach wolnego musiałbym chyba tynk ze ścian jeść. Po takim drugim z rzędu lecie zrezygnowałem.
    Potem przez około rok nie mogłem znaleźć pracy. Po dziesiątkach wysłanych CV i żadnej odpowiedzi byłem bliski załamania. Po jakimś czasie udało się dostać zaproszenie na kilka rozmów. Wszędzie rzucało się w oczy jedno, praca 40 godzin tygodniowo się nie uda. Jednak pracy nie dostałem, bo po przedstawieniu oczekiwań finansowych na poziomie 2500-3000 zł netto rozmówcy prawie z krzeseł spadali. Był to 2013 rok.
    Po jakimś czasie udało się znaleźć pracę, znów w inżynierii budowlanej (projektowanie). Ciężko mi było cokolwiek znaleźć, więc nie wybrzydzałem. Praca u dawnego znajomego. Wynagrodzenie na poziomie 2500 zł na czarno. Oczywiście każdy wolny dzień to dniówka mniej. Pracujesz - zarabiasz, nie pracujesz - nie zarabiasz. Płatny urlop? Zwolnienie lekarskie? Już nawet zapomniałem co to jest. Przez 4 lata dzień w dzień woziłem do pracy swój własny komputer stacjonarny. Jeden ze swoich własnych monitorów zostawiłem tam na stałe. Komputer był mi potrzebny też w domu, więc musiałem go wozić. Oczywiście oprogramowanie musiałem sobie sam zorganizować (pirackie). Wypłata zawsze spóźniona. Były momenty, że przez 4 miesiące nie dostałem grosza. Oczywiście były wieloletnie obietnice potężnego rozwoju. Takie obietnice, że przez 4 lata nie doczekałem się narzędzia pracy i umowy. Odszedłem, bo dostałem propozycję innej pracy.
    Ta inna praca to również inżynieria budowlana. Piękna wizja przyszłości, obietnice dużych zarobków. Ale na początek 2000 zł (2018 rok, przynajmniej pierwsza od wielu lat umowa o pracę!). Szybko okazało się, że jestem tam bardzo cenny i prezes pokłada we mnie wielkie nadzieje. To był dobry człowiek, w pewnym momencie wytłumaczył mi, że przykro mu, że nie może dać mi lepszych pieniędzy, które mi obiecywał. Miły człowiek, ale pewnie nie mógł dać mi lepszych pieniędzy, to pensje innych długoletnich pracowników były widocznie zbyt dobre (od 3 do 8 razy wyższe od mojej) i musiałem pracować na nich, a nie na siebie. Po roku wydawało mi się, że zrobiłem potężny rozwój i teraz już musi być lepiej. Ale kierownik projektu nagle wytłumaczył mi, że na swoje 2000 zł to ja właściwie nie zarabiam. A właściwie firma sporo do mnie dopłaca. To mnie tak zszokowało, że błyskawicznie z tego miejsca odszedłem.
    Szybko dostałem propozycję pracy (budownictwo - projektowanie). Zapowiadało się cudownie. Wreszcie większe pieniądze. Duże biuro na warszawskim mordorze. 3500 zł na umowie o pracę lub 5000 na śmieciówce. Brak oficjalnej informacji o istnieniu biura tej firmy pod tą lokalizacją uśpił moją czujność. Albo byłem już po kilkunastu latach pracy w tym kraju przyzwyczajony do oszustw i machlojek "przedsiębiorców". Potrzebowałem kasy, wybrałem śmieciówkę. Niestety była to prawdopodobnie jakaś zagrywka. Firma dostała duże zlecenie i potrzebowała na gwałt pracowników. Skusili więc "dobrymi" pieniędzmi. Po kilku miesiącach zlecenie się skończyło i zaczęło się takie sk******ństwo (brzydkie zachowanie) ze strony szefowej z niewypłacaniem wynagrodzenia na czele, że trzeba było odejść. Widocznie byłem pierwszą osobą w historii firmy, która nie pozwoliła się w****mać, bo moje odejście wywołało duże poruszenie w firmie i natychmiastowe zmiany w papierkach, celem zabezpieczenia się przed ewentualnymi roszczeniami pracowników przed sądem. Moja sprawa otarła się o sąd pracy i sąd cywilny. Zaangażowanie inspekcji pracy pozwoliło przynajmniej odzyskać niewypłaconą wypłatę.
    Po tej firmie wróciłem jeszcze na kilka miesięcy do tego miejsca pracy, do którego woziłem swój komputer. Jednak nie byłem w stanie znosić dłużej tej patologii, która stała się jeszcze większa i odszedłem z hukiem.
    Jeśli ktoś myśli, że mam do tego wszystkiego luźne podejście, to się myli. Aktualnie próbuję wyjść z głębokiej depresji. Na szczęście raz na zawsze wybiłem sobie z głowy pracę w inżynierii budowlanej. Wydawało mi się, że tylko ja miałem takie trudności. Po rozmowach z młodszymi znajomymi okazało się, że wymiar patologii w biurach projektowych jest często jeszcze większy.
    Po kilkunastu latach pracy zaczynam od zera, a może nawet "z minusa". Przebranżawiam się. Z dala od jakiejkolwiek inżynierii, a zwłaszcza budowlanej. Niestety telewizyjna propaganda rozpoczęta ok. 2008 roku zachęcająca do studiów technicznych w kraju będącym najwyżej montownią zachodniej myśli technicznej kompletnie zniszczyła rynek pracy inżyniera. Inżynierów jest teraz na rynku tylu (a zwłaszcza po budownictwie), że większe pieniądze i lepsze warunki zatrudnienia dostaje się między innymi w dyskontach typu Lidl.
    Z uwagi na to, że znam biegle niemiecki i angielski, w pewnym momencie myślałem o wyjeździe na zachód. Zacząłem nawet szukać pracy w Niemczech i w kilku przypadkach prawie mi się udało. Jednak perspektywa życia z dala od rodziny powstrzymała mnie przed dalszymi poszukiwaniami. Zastanawiające jest to, że w Polsce nie chciał mnie nikt, a jak już ktoś zechciał, to były to patologiczne firmy funkcjonujące na granicy upadłości (4 z nich aktualnie już nie istnieją). Raptem kilka wysłanych CV do Niemiec spotkało się natomiast z dużo większym zainteresowaniem.
    Za granicą zapewne byłoby lepiej, ale ciężkie przeżycia w tym zawodzie w Polsce całkowicie i nieodwracalnie zraziły mnie do pracy w charakterze inżyniera.
    Depresja, długi, wypalenie zawodowe.
    Zaczynam coś nowego, może to będzie lepsze...

    27 listopad 2020 14:56
  • Avatar
    Luk

    Zawsze można otworzyć własne biuro konstrukcyjne i zaharować się na śmierć.
    Ja znam kilka osób mających taką działalność (projekty małych budynków, głównie domy jednorodzinne) w średnim mieście i jest to nigdy nie kończąca się praca na granicy upadłości. Na pieniądze rzędu 4000 zł ("na czysto") trzeba pracować kilkanaście godzin dziennie. Łącznie z sobotami i często też niedzielami. O jakichkolwiek kilkudniowych przerwach na wyjazd, czy chorobę można tylko pomarzyć.
    Stawki rynkowe za wykonanie projektu są po prostu tak niskie, że trzeba brać wszystkie zlecenia jakie się pojawią, żeby przetrwać. Budownictwo to podła branża dla inżyniera, a gdzie indziej wcale nie jest lepiej, a czasem gorzej.
    Jedynym sensownym wyborem jest informatyka. Ale programistą w tej chwili chce już zostać każdy, więc moim zdaniem za kilka lat zawód programisty nie będzie się różnił niczym od innych zawodów inżynierów.

    15 grudzień 2020 8:09
  • Avatar
    PanZapałkaZapalniczki

    Witam,
    Ufam że ten wpis przeczyta ktoś młody, ambitny i co za tym idzie chętny do pracy w branży technicznej - jeśli taki właśnie jesteś nie idź na ten śmieciowy kierunek i nie marnuj programowo około 5 lat swojego życia :)
    Wszystkie komentarze powyżej opisują głównie słabą sytuację na rynku pracy więc ja pozwolę sobie skupić się na samych studiach oraz uczelni które stanowią główne rozczarowanie. Sam skończyłem budownictwo na powiedzmy "prestiżowej uczelni" będącej w pierwszej 2 uczelni technicznych w naszym pięknym kraju (zależy jaki ranking aktualnie będziemy przeglądać). Samą uczelnię oceniam tragicznie, studia oceniam jako bardzo czasochłonne i niezbyt perspektywistyczne - polska edukacja stoi w miejscu od lat 80 i zwłaszcza na uczelniach ten przestój jest widoczny, jakieś 75% wykładowców pokazuje brednie z poprzedniej epoki które obecnie mogą wywołać jedynie uśmiech politowania :) Oczywiście nie można pomijać matematyki, fizyki, chemii itp. w gruncie rzeczy to jakieś dwa pierwsze lata studiów inżynierskich podczas których przyszli absolwenci uczą się całek, rachunków różniczkowych itp. powyższe przedmioty to strata czasu, bezproduktywne marnowanie weekendów na zakuwanie debilnych zadań, wzorów i formułek - uwierzcie mi to naprawdę strata czasu i z mojej perspektywy szansa uczelni na zarobek na poprawkowiczach. Kadra naukowa to kolejny żart ludzie którzy skończyli studia w latach 70/80 i siedzą do tej pory ale nigdy na budowie nie byli są za to wszechstronnie zdolni piszą cudowne książki o organizacji budowy szkoda tylko że próżno :) Rynek pracy jest przesycony absolwentami więc ogłoszenia rzędu najniższa dla asystenta projektanta to standard w obecnych czasach, inżynier budowy wcale nie lepiej znaczy hej w mieście dostaniesz jakieś 3500 NETTO ale kiedy człowiek policzy sobie że pracuje po 60h tygodniowo po raz kolejny pojawia się uśmiech politowania :) W takim razie zaraz ktoś powie że przecież są uprawnienia, a jakże są i powodują one pociągnięcie do odpowiedzialności karnej z reguły bo w tej branży podejście na zasadzie "pacjent umarł murem za lekarzem" nie ma pokrycia a każdy podkreślam każdy inwestor z projektanta robi swoją tarczę przed jakąkolwiek odpowiedzialnością. Ta branża to naprawdę jedna wielka patologia błagam Was młodzi ludzie nie marnujcie sobie życia na tak bezproduktywne studia, wiem że jest teraz boom na IT ale przypuszczam że niedługo sytuacja będzie wyglądała podobnie do budownictwa, osobiście wybrałbym kierunek mechaniki na którą sam już się przebranżowiłem z zastrzeżeniem skończenia tylko inż stacjonarnie a mgr tylko jeśli będzie konieczny wymóg ze strony pracodawcy - podobnie jak na budownictwie jeśli chodzi o wiedzę przydatną w pracy mgr takiej nie posiada, z tym że budownictwo to patologiczna branża gdzie możliwość posiadania uprawnień budowlanych limitowana jest przez posiadane tytuły.

    28 lipiec 2021 12:52
  • Avatar
    Marcin

    Błagam, nie proponuj ludziom studiów mechanicznych, bo rozczarowanie będzie takie samo jak po budownictwie. Zainteresowanym polecam prześledzenie kilku ostatnich lat wypowiedzi na forum.cad.pl "zarobki inż. mechaników", gdzie od tych kilku lat ludzie widzą tylko dwie możliwości - natychmiastowy wyjazd za granicę lub przebranżowienie się na IT. Mniej więcej około 2010 roku jeszcze pisało się tam o tym, że jak się postarasz, to możesz zarobić przyzwoite pieniądze. Ostatnie kilka lat to już tylko licytowanie się, kto zetknął się z większą patologią w pracy. Coraz częściej pojawiają się głosy ludzi, którzy w latach 2010-2013 potrafili zarabiać 4, potem 5 tysięcy, a niektórzy przeskoczyć nawet na kilkanaście tysięcy, po czym nagle ich zarobki spadały do 2500 zł za ciężką harówę. Tendencja w Polsce jest taka, że pracodawcy coraz częściej nie chcą doświadczonych drogich inżynierów, bo absolwent zrobi to samo za 2000 zł, a po trzech miesiącach i tak będzie miał to samo doświadczenie, bo większość pracy dla inżynierów mechaników w Polsce mogą wykonywać małpy lub ludzie po podstawówce. Polska jest tylko i wyłącznie montownią zagranicznej myśli technicznej. Pracodawcy coraz bardziej się wycwaniają i wykorzystują fakt, że inżynierów na rynku jest coraz więcej.

    30 lipiec 2021 19:00
  • Avatar
    Paweł K

    no niestety, praca jako inżynier budowy to nieporozumienie w tym kraju. Zapierdziel na poziomie 50 godzin tygodniowo to norma, a pieniądze głodowe. Do tego ciągłe użeranie się z patologicznymi ludźmi, w brudzie i zimnie. Wszystko jest na wczoraj, nawet najwytrwalsi wymiękają po latach stresu za nędzne pieniądze i braku czasu na życie. Warto wspomnieć o warunkach sanitarnych na takich budowach. Żeby znaleźć toi toi'a wystarczy pójść za smrodem. Tak jest niestety wszędzie w tym kraju. Robotnicy na budowach to w większości pijaki, po pracy "do dna", jedzą nędzne żarcie, byle mniej wydać, następnego dnia do roboty idą w większości na kacu. nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć co się potem dzieje w tych kiblach. Wydaje się to niby smieszne, ale warto się zastanowić, czy z takich kibli chce się korzystać każdego dnia do emerytury. Największy szok muszą przeżywać kobiety, które pchają się na inżyniera budowy...
    W projektowaniu jest tak, jak niektórzy już napisali. Czyli jeszcze gorzej, niż na budowie. Mimo, że praca w biurze, teoretycznie w cieple (bywa różnie, można się ciężko zdziwić, jak Janusze w Polsce oszczędzają), to ogólnie schemat ten sam: wszystko na wczoraj, stres nie z tej ziemii, ogromna presja na nadgodziny (oczywiście bezpłatne). Wszyscy znajomi w biurach projektowych pracują od 50 do 70 godzin tygodniowo. Zarobki za taki zapierdziel od 1600 zł (serio serio) do 4000 dla tych najbardziej oddanych (czyli tych, którzy niechętnie wracają do domu po pracy). Umowa o pracę jest luksusem, a pełnej stawki na umowie to już dawno nikt nie widział. Po kilku latach pracy do tych ludzi dociera w co wdepnęli i albo wyjeżdżają za granicę albo zmieniają zawód. to co pisali niektórzy o rozwoju, to niestety prawda, czyli w miarę zdobywania doświadczenia zarobki nie rosną, za to oczekiwania jak najbardziej. Przed czterdziestką w zasadzie wypada się z obiegu, bo rekruterzy nie będą tracić czasu na doświadczonych, którzy nie zgodzą się już na głodowe stawki. Gdyby ktoś pytał, gdzie takie zarobki, to od razu piszę, że w Warszawie.
    Szkoda życia ludzie, chyba, że ktoś chce być niewolnikiem.

    5 sierpień 2021 15:15
  • Avatar
    MArta

    Największa bujda społeczeństwa, w jaką można uwierzyć, to "zdobywanie doświadczenia". Przez takie podejście ja i część moich znajomych zmarnowaliśmy sobie życie. Najpierw 5 lat ciężkich studiów, potem kilkanaście lat pracy i co? I gówno! Znacznie łatwiej zmienić zawód bez kredytu, dzieci i tysiąca różnych zobowiązań. Żałuję studiów na politechnice najbardziej na świecie.

    13 sierpień 2021 16:16

Dodaj swój komentarz *: